Poniższy tekst został umieszczony 09-10-2010 g. 11:25 na PKP
Cytat z 406-klub.pl
Napisano dziś, 10:53
Moi kochani
Wiem że chcielibyście usłyszeć coś bezpośrednio ode mnie, dlatego też pisze to od wielu dni w notatniku w komórce, a później spróbuję przekleić na forum.
Z samego pożaru pamiętam niewiele. Wiem tylko że się obudziłem, zdałem sobie sprawę że domek się pali a ja razem z nim. Bez okularów, bez spodni zacząłem po omacku macać w ogniu jakiegoś wyjścia, wiedząc że zaraz zginę. Otumaniony skierowałem się chyba w kierunku jakichś głosów i nagle poczułem że już jestem na zewnątrz. Teraz wiem że zostałem wyciągnięty, i chciałbym jeszcze raz podziękować za uratowanie mi życia.
Później już pamiętam tylko slajdy: ktoś mi daje pić, domek się pali jak sterta suchych gałązek, pielęgniarz przytrzymuje mnie na rondzie w karetce, rozcinają mi koszulkę na izbie przyjęć.
Szpital w Turku nie specjalizował się w poparzeniach, ale nadrabiali troskliwa opieką, oraz luźnym podejściem do wizytujących. Dlatego też przez te pierwsze kilka najtrudniejszych dni moja żona Maja mogła spędzać je ze mną, oraz mogli się pojawić chłopaki z klubu, podnosząc na duchu, dzieląc się ostatnią koszulą i wszelkimi wiadomościami, także tymi smutnymi, pomagając w odzyskaniu komórki, i oferując w imieniu klubu wszelką możliwą pomoc. Słyszałem też o wszystkich głosach wsparcia na forum, za które szczerze i z całego serca dziękuję.
Wieczorami wielokrotnie przeżywam pożar ponownie. Wciąż zadaję sobie pytanie dlaczego tylko ja przeżyłem ze wszystkich moich przyjaciół z domku, czym sobie na to zasłużyłem. Nadal nie znajduję na to pytanie odpowiedzi.
Po 3 dniach pobytu w Turku przewieziono mnie do Siemianowic śląskich. Akurat dopiero wtedy można było ocenić rzeczywisty stan oparzeń. Najgorsze nam ręce, które będą wymagać przeszczepów, poza tym plecy, noga, trochę głową pod włosami i lekko drogi oddechowe.
Parę dni po przyjęciu zaczęły mi puchnąć nogi, zdiagnozowano zapalenie żył, i zabroniono wychodzić z łóżka. I tak mija dzień za dniem, czasem gdzieś pomiędzy bólem zrywanych prawie codziennie opatrunkow a gorączką znajdę kilka chwil żeby dopisać coś tutaj albo zadzwonić do żony zanim całkiem opadnę z sił. Miałem już dwie operacje usuwające martwe tkanki z rąk. Teraz czekam z utęsknieniem na jakiś przeszczep bo podobno wtedy mniej boli. Teraz bywają dni że najsilniejszy środek przeciwbólowy nie działa.
Raz na parę dni odnajduję siły żeby się skontaktować ze światem. Dzwonię wtedy do Mai, która jak trzeba przekazuje moją prośbę dalej. Dlatego też na razie nie korzystam z mojego starego numeru telefonu. Nie chcę musieć w bólu sięgać przez 2 minuty po słuchawkę po to żeby i tak niczego nie zrozumieć. Dlatego to ja inicjuję rozmowy. W razie b. pilnych spraw proszę o kontakt przez Maję, która na już konto na 406 klub, pod nickiem AlabamaDream.
Zaraz spróbuję zalogować się komórką na forum i wrzucić ten ten tekst. Jeśli ktoś by mógł to też prosiłbym o wrzucenie go albo linka do niego na PKP. Nie gwarantuję za ile dni czy tygodni będę w stanie znowu coś napisać, chyba że trochę mniej napiszę następnym razem. Przed chwilą wszedłem pierwszy raz na forum od czasu pożaru i tak się wzruszyłem że zapomniałem po co tu wszedłem. Będzie trzeba więcej chusteczek do szpitala dowieźć.
Pozdrowienia i gorące uściski dla wszystkich klubowiczów. Mam nadzieję że się wkrótce będzie dane nam się razem spotkać.
Mikołaj