Ja sie może wypowiem z perspektywy byłego posiadacza Civica 1.4 16v 99 r. i obecnego posiadacza Clio Extreme 1.4 16v 2003r.
Civic był technicznie w stanie idealnym. Dlaczego go zmieniłem? Miałem dość wiecznej walki z blachą. Japończyki (a szczególnie Hondy) mają to do siebie, że kochają rdzę z wzajemnością. Można ciągle poprawiać, zaprawiać, wstawiać nowe elementy, a po każdej zimie zabawa zaczyna się od nowa. I efekt jest taki, że mając spokój z mechaniką ciągle użerasz się z rdzą,a walka nie ma końca.
Honda Civic VI generacji to też trudny wybór z powodu historii tych aut. Cieszą się dużą popularnością wśród kierowców, szczególnie młodych, więc zwykle ich żywot jest wyjątkowo ciężki. To nie pozostaje bez wpływu na mechanikę i przeszłość wypadkową. Obecnie znalezienie tych aut w dobrym stanie graniczy z cudem. Ich bezawaryjność też powoli staje się mitem. Im auto starsze tym większej opieki wymaga i tym częściej coś klęka. Jeśli mechanika jest względnie ok, to blacha jest jednym wielkim dziadostwem i na odwrót. I jeszcze coś ważnego - ceny Hond są mocno zawyżone. Opinia o bezawaryjności czasami winduje ceny do poziomu absurdu.
Podsumowując: Civica bardzo lubiłem - miał duszę, był w zasadzie bezawaryjny i dawał sporo radości z jazdy, ale drugi raz bym go nie kupił. Jak jesteś pedantem i dbasz o detale, to to auto nie jest dla Ciebie.
Clio natomiast wybrałem z następujacych powodów:
- Cena. Dobry egzemplarz kosztuje, ale jest warty tych pieniędzy w 100%
- Dostępność. Znalezienie egzemplarza z polskiego salonu, przyzwoicie wyposażanego, od 1-szego wł. i z pewną historią jest możliwe, a nawet nie jest trudne.
- Blacha. Tu raczej nie ma się czego czepiać i jak się zadba to jeszcze długo nie będzie.
- Praktyczność. Nie potrzebuje pokazywać sąsiadowi, że mam prestiżowe Audi czy Passata z 98r. Chcę jeździć i cieszyć się autem.
Po 4 miesiącach jazdy Clio widzę raczej plusy - jest nowsze, co czuć we wnętrzu i sztywności nadwozia. Jest lepiej wyposażone (względem Hondy luksusowo

). Prowadzi się bardzo fajnie - twardo i przez to trochę "gokartowo". Jest dynamiczne. I tu mała uwaga: Hondy, owszem, słyną z dynamiki i silników wysokoobrotowych, ale do miasta taka charakterystyka pracy jest męcząca. Civic fajnie jechał, ale od conajmniej 4 tys. obrotów. Clio natomiast płynnie zbiera się od dołu, a "na górze" też potrafi pokazać pazur. W sprincie być może zostałoby z tyłu, ale umówmy się...jazda po mieście to nie jest ciągły sprint (no chyba, że masz 18 lat i właśnie odebrałeś prawko

). Można się dzięki temu poruszać sprawnie, bez ciągłego piłowania.
Co do awaryjności Clio (francuzów ogólnie) - jestem zdania, że ludzie sami są sobie winni. W Polsce niewiele osób potrafi serwisować i naprawiać auta bardziej skomplikowane od seicento, a jak już potrafią, to klient życzy "tanio", i kółko się zamyka. Dodatkowo pokutuje mentalność, że się wymienia, jak się zepsuje. Nie ma mowy o prewencyjnej wymianie czegokolwiek. "Jeździć, aż padnie, a potem naprawić byle taniej" i dzięki takiemu podejściu potem jest płacz, że francuz to złom. A ponieważ te auta nie są tak proste jak np. VW to ryzyko, że coś padnie jest większe.
Mam nadzieję, że moje wypociny pomogą podjąć właściwą decyzję
Pozdr,
M.