Cześć wszystkim.
Po 16 latach przyjaźni z moim clio3,2009 msm dylemat.
W grudniu było wymienione sprzęgło. Zamulał, nie miał mocy. Po wymianie było miodzio. SŚmigałam clio.
A teraz w lutym tydzień po przeglądzie niby wszystko git.
Wyjechałam do trójmiasta. Na Zaspie-Gdańsk taka dzielnica- przed szpitalem zgasł, ale odpalił
Wróciłam i auto tzn.clio odpaliło.
Ostatnio zmarl mój starszy brat zmarł 3 tyg temu i mam tendencję do modlitwy. Boże nie rób mi tego.
Jechałam do Żukowa. Tam załatwiłam drobne sprawy i auto chodziło spoko.
Skontaktowałam się z mechanikiem.
Wiecie ledwo- Dojechałam na chodnik/miejsce gdzie nie koliduje parkowanie, choć były zaspy śnieżne i tam zgasł. Na amen.
Ustaliłam, że się mi nie spieszy. Inny dźwięk był silnika. Czy to mróz tak wpływa? Nie wiem.
Rok wczesniej byla wymiana akumulatora i kabla co łączy alternator i działo.
Nie wiem czy inwestować. Kiedyś kobieta wybiła mi się na tył i złamała tylną oś.
Raz miałam zimą poślizg i też był robiony przód. Innym razem bus dostawczy z parkingu sturlał się na przód. Gość zapomniał zaciągnąć ręcznego.
Innym razem na maskę spadła mega bryla lodu wgniotla maskę. Ubezpieczyciel tego nie uznał. Mechanik wyklepał.
Auto ma historię.
Olać naprawy czy dać szansę?
Mechanik bez sprawdzania, wie, że poszedł rozrząd i głowica.