WinFS napisał(a):Doesnt, nie każdy w tym kraju jeździ jednym autem 10 czy 15 lat

Bo autami produkowanymi po 2005 roku nie da się jeździć dłużej niż 5 lat bo elektronika się sypie

Z resztą nie tylko, same silniki też wyliczone są na kilkaset tys km. Ja jako elektromechanik, który robi wszystkie marki, wszystkie auta, nadal wolę jeździć starą renówką. Póki ruda nie rusza to nadal będę jeździł. Nawet w trasie, w trakcie awarii jestem w stanie naprawić to autko w razie poważnej usterki. Po ustaniu usterki silnik normalnie odpali i pojadę dalej. A te nowsze, czasem bez podpięcia pod kompa i usunięcia błędu mogą nie odpalić. Chyba nawet obecne statki kosmiczne nie są naszprycowane takimi rzeczami jak dzisiejsze samochody - tyle że statki kosmiczne i sondy mają działać co najmniej kilkaset lat, w bardzo trudnych warunkach i zapewne są wyposażone tylko w to, co konieczne, bez udziwnień. Magistrali CAN raczej też nie mają - jeśli jeden sterownik zaczyna siać "zamęt" to awarii ulega wszystko podłączone do tej sieci. W 5cioletnich samochodach to już wychodzi - więc nie wydaje mi się, aby inżynierowie NASA wypuścicli coś takiego, na długie lata w średnią temperaturę minus 230 stopni C i przy przelocie przez pole elektromagnetyczne Jowisza (które to nawet da się dosłownie usłyszeć na naszej planecie w formie zakłóceń).
Nowe auta są takie, że mają się psuć. Masz iść do salonu, kupić nowe, a za 5 - 7 lat sprzedać i iść znów do salonu po nowe. Fakt, że komfort w nowych autach wzrósł niesamowicie, ale ponad połowa rzeczy jest tam zbędna. Fajnie się jeździ, niby wszystko pod kontrolą, a wystarczy że jakiś sterownik padnie, zakłóci magistralę CAN i nie odpalimy auta. Np 1000 km od domu. To nie są rzadkie przypadki. Albo jak jakiś czujnik padnie - na zwarcie. Komputery poprzez siebie będą wymieniały dane, będą widziały różne rzeczy, które mechanicznie nie mogą mieć miejsca - i nie zezwolą na odpalenie silnika celem jego ochrony. Zamysł niby dobry ale... w daleką trasę (1000+) już wolę swoją starą renówkę.
Ludzie już powoli się budzą i wracają do starszych aut (co nasz rząd już ograniczył tym niby podatkiem od sprowadzanych aut - niby głupki ale nie do konca, bo dobrze wiedzą, że stare autka będą jeździć i jeździć - więc trzeba dowalić cenę za sprowadzenie taką, aby się nie opłacało). Do tego podwyżki OC. Czemu ja, który od kiedy mam prawko czyli jakieś kilkanaście lat, nie miałem najmniejszej stłuczki muszę nagle dopłacać? 2 lata temu płaciłem 400 za rok a teraz 1200.
Mam stare auto z wysoką pojemnością, a nowe są mało pojemnościowe z podobną liczbą kucy. Tyle że te silniki to góra 300 tys km. Na swoim liczniku to już mam tyle a silnik nie wykazuje żadnego zużycia. 20 letnim "szrotem" biorę 95% aut na naszych drogach i ludzie są bardzo zdziwieni. Na kolejnych światłach jeszcze bardziej

I tak o tych nowych autach możnaby pisać i pisać... i nic dobrego raczej się nie napisze. My tu na forum jesteśmy posiadaczami raczej starszych i wdzięcznych autek, a użytkowników nowych aut, zapewne nie cieszy jazda autem zastępczym, bo nie po to kupowali sobie nowe auto aby jeździć zastępczymi...
Taka smutna prawda o dzisiejszym świecie motoryzacji. Tak samo jak te źle spasowane elementy w Clio 4. Robione na szybko. Clio 3 to chyba wyjątkowo udany model bo rzadko u nas bywa na naprawę - jedyne co było to na wymianę siłownika wlewu paliwa. Wszystko ładnie spasowane, za dużo sterowników też nie ma a mimo to prawie wszystko ma elektryczne. Można? Można. I po co to było bardziej komplikować... dla biznesu. Nikomu teraz nie opłaca się produkować czegoś, co się nie psuje - a nawet jak coś takiego wyprodukuje to nikt nie będzie chciał tego kupić bo będzie to bardzo drogie.